Ujawniamy nieprawidłowości w nauce - przejdź do strony habilitacja.eu            Habilitacja


21.05.2019 r.

Diagnoza społeczna dotycząca zjawiska habilitacji w polskiej nauce.  Wyniki ankiety.

Zespół Fundacji Nauka Polska przeprowadził ankietę adresowaną do szerokiego grona polskich naukowców, by w ten sposób sprawdzić, czy wyniki konsultacji ministra Gowina znajdują swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Okazało się, że wyniki konsultacji pana ministra w żaden sposób nie korelują z naszymi wynikami. Przy czym pamiętajmy, że na przeprowadzenie tej ankiety nie wydaliśmy żadnych środków finansowych, a tym bardziej środków budżetowych.

Pan minister Gowin koncentrował się głównie na opiniach przedstawicieli władz rektorskich oraz środowiska profesorskiego, których na ogół można określić jako beneficjentów systemu postkomunistycznego. Należy poświęcić oczywiście osobny artykuł na charakterystykę tę wpływowej elity, nie tyle naukowej, co politycznej. Owszem, minister Gowin stwierdził, że u podstaw reformy nauki i szkolnictwa wyższego legło jego przekonanie o fatalnym stanie i poziomie polskiej nauki, które zdiagnozowane zostały poprzez międzynarodowe rankingi wyższych uczelni. Gdyby konsultacje były „oddolne” i anonimowe, to minister Gowin miałby szansę dokonać rzeczywiście epokowej reformy w tych obszarach. Ale czego można spodziewać się, gdy ustawy piszą urzędnicy w oparciu o wykładnię swoich wąskich interesów.

Ankieta o nazwie „Habilitacja” dostępna była w sieci w okresie od 1 lutego do 15 marca b.r. Pytaliśmy w niej o innowacyjność i oryginalność badań polskich naukowców, o opinie dotyczące postępowań habilitacyjnych oraz zasadność utrzymywania habilitacji w polskim systemie nauki. Ku naszemu zaskoczeniu oraz ogromnej radości, w badaniu opinii wzięło udział 1311 osób! Do najbardziej zainteresowanej problemem habilitacji grupy wiekowej należeli ci pracownicy akademiccy, którzy podlegali jak dotąd przykremu obowiązkowi habilitacyjnemu (67,49%), bądź też są już szczęśliwymi posiadaczami tego stopnia naukowego i zasiadają w gremiach komisji awansowych. Cieszymy się niezmiernie, że również profesorowie, a szczególnie profesorowie zwyczajni wypełnili naszą ankietę (11,14%) i pozwolili nam uzyskać w ten sposób również punkt widzenia „od środka” procesów awansowych, nieco bardziej zdystansowany, z szerszą perspektywą. Konstatując, około 30% respondentów to profesorowie nadzwyczajni oraz profesorowie zwyczajni, posiadający prawo uczestnictwa w komisjach awansowych.

Spośród dziesięciu pytań najbardziej druzgocącymi dla polskiej nauki okazały się pytania trzecie i szóste, dotyczące uczciwości przyznawania habilitacji (3. Czy w Twojej jednostce są osoby, które otrzymały stopień doktora habilitowanego pomimo niewielkich osiągnięć naukowych, podczas gdy innym osobom odmówiono nadania stopnia doktora habilitowanego mimo dużo większego dorobku?, 6.  Czy uważasz, że uzyskanie stopnia doktora habilitowanego jest uzależnione tylko od osiągnięć naukowych (a nie od pozamerytorycznych, np. od powiązań i układów służbowo-towarzyskich)?). Z odpowiedzi na pytanie szóste (odpowiedź „tak” zaznaczyło 768 respondentów, czyli 58.58 %) jasno wynika, że w Polsce stopień doktora habilitowanego otrzymuje się głównie nie za osiągnięcia naukowe, tylko za powiązania i układy towarzysko-służbowe! Możemy chyba uznać, że właśnie uzyskaliśmy odpowiedź na dręczące pana ministra Gowina pytanie, co jest przyczyną tak niskiego poziomu polskiej nauki i szkolnictwa wyższego!

W odpowiedziach pojawiały się takie określenia jak „nepotyzm”, „sitwa”, „układy” itd. Okazuje się, że w Polsce „habilitacje się załatwia”, a najważniejszym kryterium jej uzyskania są znajomości. Mechanizm „załatwiania habilitacji” wygląda mniej więcej tak: najważniejsze jest załatwienie sobie „poparcia”, „pleców”, najczęściej za pomocą popularnego w danym środowisku (tu ważna jest dziedzina nauki) profesora (najlepiej byłego promotora, który nadal rozpościera swą opiekę nad pozornie „samodzielnym” habilitantem). Pierwszy etap pozornie „formalnego” powoływania członków komisji habilitacyjnych odbywa się na wydziale kandydata (tak powołuje się trzech spośród siedmiu członków komisji – sekretarza, członka komisji oraz jednego z recenzentów, pytając często kandydata, kogo by sobie życzył w tej roli). Przy czym okoliczność ta w żaden sposób nie zapewnia jeszcze sukcesu, ponieważ najważniejsza jest jednak postać przewodniczącego komisji, którego przydziela odgórnie Centralna Komisja. Często zamiast zmieniać osobę przewodniczącego w komisjach z danej dziedziny przydziela się latami tę samą osobę, która w ciągu tego okresu zdążyła już dobrać sobie ulubionych recenzentów, z którymi tworzy stały tandem habilitacyjny w określonej dziedzinie (reszta członków komisji przydzielona przez CK to figuranci, tj. są to zazwyczaj świeżo wybronieni habilitanci (doktorzy habilitowani) i to koniecznie mierni, których wdzięczność za przyznanie stopnia jest dozgonna i bezwarunkowa). Centralna Komisja przydzielając cały czas tego samego przewodniczącego skazuje habilitanta na loterię, ponieważ tu liczy się zasada układu towarzyskiego łączącego przewodniczącego z nieformalnym patronem (opiekun, protektor) kandydata (przy czym nie musi to być promotor, często jest to kierownik jednostki, w której zatrudniony jest kandydat). Dlatego jest to najważniejszy punkt powodzenia lub klęski habilitacji; jeżeli patron habilitanta jest w dobrych relacjach z przewodniczącym komisji, to habilitacja niechybnie zakończy się szybko i z sukcesem. Jeżeli nie – to kandydata czeka oczywista i nieunikniona klęska (jeżeli dorobek jest wybitny, to z pewnością w recenzjach pojawi się zarzut o plagiat i oczywiście „autoplagiat”). I nie ma znaczenia nawet ta okoliczność, że habilitant może być bezspornym geniuszem, a jego dorobek wykraczać będzie ponad przeciętne wyniki innych profesorów.          

W ten sposób odbywa się produkcja „nędzusiów” (określenia w cudzysłowach należą do naszych respondentów, a to okazało się naszym ulubionym!) w polskiej nauce i szkolnictwie wyższym! Spośród wypowiedzi naszych respondentów pozwolimy sobie na zacytowanie tych, które stanowią interesującą i wyczerpującą diagnozę systemu:
„Znam wiele przypadków, kiedy osoby były utrącane za to, że miały lepszy jakościowo dorobek niż recenzenci z CK, lub takie, gdy osoby z mizernym dorobkiem gładko przechodziły dalej. Wiem, że bez wsparcia wielu osób, z których część pobiera opłatę za swoje wsparcie nie ma szans na przejście procesu. Są to lata, nie tyle wytężonej pracy naukowej co budowania sieci powiązań personalnych opartych często na więziach finansowych, by nie wspomnieć o wykorzystywaniu w inny sposób: seks z profesorem, wykonywanie badań za profesora, dopisywanie do artykułów itp. - Jest uzależnione mocno od powiązań i układów służbowo-towarzyskich. Większość powoływanych recenzentów dorobku doskonale zna osoby, których prace recenzują”.

„[…] Oceniam, że co najmniej 50% (jeśli nie więcej) to uwarunkowania pozamerytoryczne i duża doza służalczości w stosunku do tzw. ekspertów z wieloletnim doświadczeniem, którzy dominują w jednostce (katedrze, na wydziale). Jeśli habilitant robi sekretariat swojemu "mistrzowi", wykonuje jego polecenia, jest dla niego pod telefonem 24h/7 dni w tygodniu i pisze za niego publikacje (żeby profesor belwederski mógł dalej podtrzymywać mit swojej wielkości), to ma większe szanse na zrobienie habilitacji niż jeśli dba o tzw. swój dorobek”.

A oto niezwykle cenna dla nas wypowiedź osoby z profesorskim tytułem, pełniącej niewątpliwie niejednokrotnie funkcję członka komisji habilitacyjnej:

„Oto znane mi sytuacje: 1) Znam 2 przypadki intensywnego utrudniania awansu naukowego z powodu "zapotrzebowania" na czyjeś stanowisko. W jednym niestety się powiodło. 2) Recenzent wpływał na opinię innego recenzenta, uznając go za niekompetentnego, 3) Recenzent namawiał całą komisję do głosowania przeciwnego. 4) Członek komisji spowodował wezwanie kandydata na posiedzenie komisji "z marszu", bez żadnego przestrzegania przepisów w tym zakresie. 5) Recenzent dyskutował na temat sporządzanej przez siebie opinii z dr hab., który potem informował o tym kandydata. 6) Recenzent zanegował cały dorobek kandydata, ponieważ był w konflikcie z osobą spoza komisji, która pochwalała osiągnięcia naukowe kandydata”.

Z wynikami odpowiedzi na pytanie szóste pokrywają się również odpowiedzi na pytanie trzecie, uzupełniające obraz uzyskany w powyższych wypowiedziach. Połowa respondentów przyznała, że często zachodzi sytuacja przyznawania stopnia doktora habilitowanego osobom posiadającym niewielki i nieznaczący dorobek (odpowiedź „tak” zaznaczyło 648 respondentów, czyli 49.43 %). Sformułowanie tego pytania wzbudziło pewne nieporozumienie, ponieważ część respondentów zwróciła nam uwagę na to, że powinno ono zostać rozbite na dwa odrębne pytania – jedno dotyczące osób, które uzyskały stopień doktora habilitowanego mimo niewielkich osiągnieć naukowych, drugie – dotyczące osób, którym mimo znaczącego dorobku naukowego odmówiono tego stopnia. Gwoli wyjaśnienia chcielibyśmy zaznaczyć, że połączenie tych przypadków w jedno pytanie wyniknęło z ograniczenia liczby pytań, które sobie narzuciliśmy (nie chcieliśmy przekraczać liczby dziesięciu pytań). Po drugie, byliśmy przekonani, że te dwa warianty sytuacyjne dotyczą jednego problemu – niesprawiedliwego przyznawania stopnia doktora habilitowanego. Musimy przyznać, że propozycje respondentów, aby rozbić to pytanie na dwa oddzielne nieco nas zaskoczyły. Z tych wypowiedzi wynikało, że pracownicy naukowi i akademiccy często spotykają się z sytuacją, gdy stopień doktora habilitowanego jest przyznawany za mierny dorobek, ale nie tak często z sytuacją, gdy osoba zasługująca na przyznanie tego tytułu bardziej niż inne, nie otrzymuje go. Z naszego doświadczenia wynika, że druga sytuacja wpisuje się w opisywaną patologię jeszcze wyraziściej, niż pierwsza, gdyż jest to systemowe blokowanie ludzi zdolnych i wybitnych. Jako członkowie Fundacji Nauka Polska często otrzymujemy informacje od osób, których problemy polegały właśnie na utrudnieniach w postępowaniu habilitacyjnym wynikających właśnie z tego, że dana osoba posiadała dorobek naukowy wykraczający znacznie poza przeciętną. Te osoby są zazwyczaj tak zastraszone i przerażone rozmiarami bezprawia, że rzadko decydują się zamieścić na naszych stornach internetowych opisy swoich spraw.

Dlatego wypowiedzi anonimowych respondentów obrazujące te przypadki są dla nas cenne i chcielibyśmy je w tym miejscu przywołać. Ankietowani w swoich wypowiedziach potwierdzali, że „najlepsi naukowcy sami odchodzą lub są zwalniani, ponieważ mają odwagę wyrażać własne zdanie”, a postępowanie habilitacyjne „stanowi narzędzie kontroli środowiska naukowego – w praktyce eliminację „nieposłusznych””. Niezwykle ciekawe i pouczające są wypowiedzi ilustrujące konkretne przypadki:

„[…] znam dwie (tu: osoby), których osiągnięcia naukowe są znaczące, a mimo to dwukrotnie (a nawet trzykrotnie) odmówiono im nadania stopnia. W każdym przypadku zaważył na tym głos jednego recenzenta”.

„Ja uzyskałem 300 pkt za patenty w ostatnich 2 latach i przestano mi udostępniać laboratorium, aby dalsze badania robić w kierunku wdrożenia ich. Ponadto jestem dyskryminowany i mobingowany od 6 lat. Inni mają o wiele mniej pkt i otworzono im habilitacje”.

„[…] Odmawiano habilitacji osobom o zbyt interdyscyplinarnym podejściu bądź łączące parę dziedzin”.

„Znam też przypadki osób z ogromnym dorobkiem, gdzie recenzenci z dużo mniejszym (miernym) dorobkiem od habilitanta, twierdzili, że habilitant ma "zbyt skromny" dorobek”.

 „Wielu adiunktów z tytułem jedynie dra ma w mojej jednostce znacznie większe osiągnięcia naukowe (w szczególności liczące się publikacje i wdrożenia) niż doktorowie hab. i profesorowie”.

Proszę zwrócić uwagę na problemy, które są powiązane lub wynikają z problemu zaznaczonego w pytaniu trzecim. Pierwszy przypadek pokazuje, że można podchodzić do habilitacji nawet trzy razy, a i tak nie ma szansy, aby uniknąć wszechmocnego recenzenta. Nota bene, biorąc udział jako wnioskodawca w postępowaniu administracyjnym możemy zgłosić nazwiska osób decyzyjnych zasiadających w komisjach, których w tych gremiach sobie nie życzymy. Najlepiej zrobić to przed wyznaczeniem listy członków komisji. Oczywiście w polskich warunkach nie uchroni nas to przed udziałem w komisji kolegów recenzenta, którzy będą chcieli oddać mu przysługę. I tu dochodzimy do farsy, którą w gruncie rzeczy jest polska habilitacja jako zjawisko nie tyle naukowe, co społeczne. Nawet gdy w komisji zasiada sześciu „przyjaciół”, to wystarczy, że pojawi się wróg twojego patrona, aby sprawa i tak była przegrana. Wszyscy wiemy, dlaczego postępowania habilitacyjne rzadko są nagrywane, a jak już postępowanie zostanie nagrane, to często znika ono w tajemniczy sposób. Bo to najczęściej jest „farsa właśnie”!

Następnym problemem jest mobbing powiązany z eliminacją wybitnych jednostek, którym wydaje się, że mogą bezczelnie i otwarcie wypowiadać swoje opinie i do tego jeszcze swoim dorobkiem tworzyć kontrast, jaki w stosunku do takiej osoby stanowi tłum „nędzusiów” (mam nadzieję, że autor tego określenia nie będzie mieć nic przeciwko, jak je będziemy rozpowszechniać i używać, gdyż mimo iż określenie to może się wydać nieco trywialne, to wydaje się ono bardzo trafne). Z kolei problem interdyscyplinarności, tak głośno deklarowany we współczesnej nauce, okazuje się być poprzeczką zbyt wysoko postawioną recenzentom, którzy przecież w większości przypadków zdobywali swoje naukowe szlify w epoce komunistycznej. I w ten sposób stawia się jeszcze jedną zaporę polskiej nauce! Dwie ostatnie cytowane powyżej wypowiedzi odsyłają nas do problemów zaznaczonych w pytaniach siódmym, ósmym oraz dziewiątym, dotyczącym formy postępowania habilitacyjnego (przypominamy: 7. Czy uważasz, że habilitant powinien mieć dyrektywne prawo do polemiki z recenzentem? - głosów na „tak” 1128, czyli 86.04%; 8. Czy uważasz, że recenzenci w postępowaniach habilitacyjnych powinni podlegać sankcjom dyscyplinarnym środowiska naukowego za napisanie nierzetelnej recenzji? - głosów na „tak” 1073, czyli 81.85%; 9. Czy uważasz, że habilitant powinien mieć prawo do uczestniczenia we wszystkich czynnościach w postępowaniu habilitacyjnym (np. posiedzenia komisji habilitacyjnej, głosowania rady wydziału itd.) oraz do wglądu we wszystkie dokumenty wytworzone podczas postępowania habilitacyjnego? - głosów na „tak” 837, czyli 63.84%). 

Czas na odniesienie się do sytuacji, w której habilitant ma większy dorobek niż oceniający go recenzenci, którzy nie są nawet zdolni do sporządzenia merytorycznej recenzji odpowiadającej wymogom prawnym. Przykłady recenzji z błędami ortograficznymi, niemerytoryczne i naruszające dobra osobiste habilitantów możecie Państwo znaleźć na naszych stronach internetowych, ale również na stronach CK! Jeden z respondentów w odpowiedzi na pytanie trzecie zwrócił uwagę na to, że

„[…] od października 2019 roku będziemy mieć sytuację, w której słabi pracownicy samodzielni będą decydować o losie doktorów idących nowym trybem, nierzadko doktorów kierujących projektami badawczymi czy mogącymi pochwalić się współpracą międzynarodową”.

Niestety, obserwując zmiany wprowadzane przez Ustawę 2.0, mamy wrażenie, że zamiast walczyć z patologiami habilitacyjnymi władze Rzeczpospolitej postanowiły te patologie pogłębiać i to jeszcze za pieniądze polskich podatników. Nawoływania ministra Gowina, aby pozostać w kraju i pracować na rzecz polskiej nauki skierowane do młodych i zdolnych polskich naukowców brzmią iście żałośnie i nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Ponadto forma postępowania habilitacyjnego nie odpowiada żadnym normom prawnym państwa demokratycznego. Brak jest odpowiedzialności recenzentów, którym uchodzi łamanie prawa, rażąca niekompetencja czy nawet brak kultury osobistej. To są reprezentanci polskiej elity intelektualnej, którzy nadają ton nie tylko całej inteligencji, ale społeczeństwu. To oni decydują, co jest normą w polskim społeczeństwie. Respondenci niemal jednogłośnie opowiedzieli się za tym, aby habilitant miał prawo głosu i brał udział w swoim postępowaniu habilitacyjnym jako jego pełnoprawny uczestnik. Polemika z recenzentami, która powinna być szeroko upubliczniana, jest niezbędnym narzędziem rozwoju POLSKIEJ NAUKI oraz instrumentem eliminowania niekompetentnych recenzentów. Co więcej, aż 80% respondentów zgodziło się z postulatem pociągania do odpowiedzialności dyscyplinarnej recenzentów naruszających prawo. Jeżeli minister Gowin rzeczywiście przeprowadziłby rzetelne konsultacje społeczne, to usłyszałby te głosy i wtedy „Konstytucja dla Nauki” miałaby inny kształt i treść… 

Dosyć kuriozalnymi okazały się odpowiedzi na pytanie czwarte dotyczące znajomości kryteriów uzyskania stopnia doktora habilitowanego. Z ankiety wynika, że tylko połowa respondentów zna te wymogi. To tak, jakby w niebezpiecznej grze na śmierć i życie tylko połowa graczy znała jej reguły… Czy taka sytuacja nie wydaje się niebezpieczna? Oczywiście ten fakt wpisuje się harmonijnie w całość farsy nazywanej polską habilitacją. Z drugiej strony, brak zainteresowania kryteriami uzyskania stopnia doktora habilitowanego przez samych kandydatów jest zrozumiały, gdyż większość habilitantów przechodzi jednak to postępowanie pozytywnie, często z góry znając wynik głosowania członków komisji. A przypomnijmy – w poprzedniej procedurze (do 2018 roku) większość kandydatów nie musiała nawet być informowana o terminie zebrania komisji habilitacyjnej, bowiem wszystko odbywało się poza nimi. Jedyne co taki kandydat musiał zrobić, to wysłać swoją dokumentację do CK. Po co więc w ogóle zaznajamiać się z kryteriami czy przepisami prawnymi dotyczącymi postępowania habilitacyjnego?

W tym miejscu pozwolimy sobie przytoczyć opinię osoby nie tyle, jak wynika z wypowiedzi, krytycznie nastawionej do patologii w postępowaniach habilitacyjnych, ile krytycznie nastawionej do ankiety:

Znów pytanie mające charakter tendencyjny. Zawiera ono dwa elementy, których nie da się rozdzielić udzielając odpowiedzi, a chyba nie o to chodzi (a może właśnie chodzi???). Nie można moim zdaniem ustalić precyzyjnych kryteriów uzyskania stopnia doktora habilitowanego, bo jakie miałyby to być kryteria? Przykładowo: należy uzyskać 10 publikacji o sumaryczny IF nie mniejszym niż 18 i legitymować się indeksem H nie mniejszym niż 6 - Mili Państwo, przecież to absurd, wręcz niedorzeczność. Poza tym ludzie oceniają dorobek subiektywnie, coś przemawia do człowieka, coś nie. W prace kandydata należy się wczytać i wyrazić dopiero wtedy swoją opinię. Mechaniczne odhaczanie pozycji wymaganych jest dobre przy okazji przygotowań na obóz "survivalowy", a nie przy ocenianiu dorobku połowy życia zawodowego człowieka. JESTEM PRZECIWNY TAKIEMU PODEJŚCIU!”

Właśnie – „ludzie oceniają dorobek subiektywnie, coś przemawia do człowieka, coś nie”! I to są zdaje się jedyne kryteria oceny dorobku kandydata do stopnia doktora habilitowanego!

Wśród wypowiedzi respondentów można znaleźć również konkretne i rzeczowe propozycje:

„Czy znasz precyzyjnie określone kryteria uzyskania stopnia doktora habilitowanego? Znam, lecz są one bardzo nieprecyzyjne i w różnych dyscyplinach bardzo jest rozbieżny poziom. Kryteria powinny być tak sformułowane, aby możliwe było ich porównanie w danych lub pokrewnych dyscyplinach. W celu uzyskania habilitacji powinny być określone bardzo ostre, precyzyjne kryteria np. x publikacji na liście A (tu pada liczba przyznanych punktów), x publikacji na liście WoS, (tu pada liczba przyznanych punktów), x punktów za uzyskane patenty, x punktów za wdrożenia, x punktów za monografię, x punktów za prowadzanie dydaktyki (działalności na rzecz kształcenia studentów w tym prace dyplomowe, prowadzenie kół naukowych itp.), x punktów za czynny udział w kolegiach i organach uczelni. Podane kryteria nie powinny ulegać zmianą przez okres 1-2 dekad. Razem x - punków 100% hab. Najważniejsze możliwość zamiany punktów pomiędzy kategoriami […]”.

Takie rozwiązania wydają się racjonalne, konkretne i profesjonalne. Dlaczego twórcy ustaw prawnych w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego ciągle nie są w stanie tego zrozumieć? Nota bene, nasza propozycja projektu Ustawy Społecznej (zamieszczona na naszej stronie internetowej) oparta jest właśnie na takich przejrzystych zasadach.

Ostatnie pytanie w ankiecie dotyczyło propozycji zniesienia habilitacji. Większość respondentów opowiedziała się za zachowaniem habilitacji (646 głosów, czyli 49.28%), przy czym znaczna część respondentów uznała również, że habilitacja powinna zostać jednak zniesiona (498 głosów, czyli 37.99%). Problem w tym, że respondenci opowiadający się za utrzymaniem habilitacji najczęściej uzasadniali swoją opinię tym, że zmusza ona pracownika naukowego do rozwoju oraz zapewnia utrzymanie wysokiego poziomu nauki polskiej. Respondenci podkreślali, że zniesienie habilitacji „oznaczałoby upadek nauki”, doprowadziłoby do „degradacji środowiska naukowego w naszym kraju” oraz że jest ona niezbędna w obliczu pojawiania się doktoratów, które „są często na bardzo niskim poziomie”. Poniżej przytoczymy dłuższą wypowiedź opowiadającą się za utrzymaniem habilitacji:

„Uważam, że stopień doktora habilitowanego powinien być utrzymany, gdyż procedura habilitacyjna jest rzetelną weryfikacją osiągnięć naukowych kandydata na tzw. samodzielnego pracownika nauki. Taki pracownik będzie pełnił odpowiedzialne funkcje organizacyjne na uczelni oraz będzie promotorem prac doktorskich, dlatego weryfikacja jego dorobku naukowego, projektowego/wdrożeniowego, dydaktycznego i organizacyjnego przez komisje habilitacyjną jest tak ważna […]”.

W kontekście wyników naszej ankiety uczciwie możemy przyznać, że podobna argumentacja może wynikać z myślenia życzeniowego i nieznajomości realiów akademickich. Kto dzisiaj wierzy w to, że „procedura habilitacyjna jest rzetelną weryfikacją osiągnięć naukowych kandydata na tzw. samodzielnego pracownika nauki”? Niech to pytanie pozostanie pytaniem retorycznym…

Tym niemniej uzasadniając utrzymanie habilitacji niskim poziomem doktoratów, hipotetycznym upadkiem polskiej nauki czy hipotetyczną (bo mającym potencjalnie nastąpić w przyszłości, jeżeli habilitacja zostałaby zniesiona) degradacją środowiska naukowego, zaprzeczamy faktom. Wyniki ankiety pokazują bowiem, że to właśnie habilitacja doprowadziła już do tych patologii. One są już faktami w polskiej nauce. Nauka polska już pełza w rankingach światowych, zdolni naukowcy uciekają z Polski, a „nędzusie” są promotorami doktoratów – stąd niski poziom naukowy doktoratów, proszę Państwa. Jeden z szanownych Respondentów, zapytuje nas, co oferujemy w zamian – „A co państwo oferują w zamian? W jaki sposób awansować na uczelni? Skoro sugerują Państwo wszechogarniające koterie i układy, to czy zniesienie stopnia coś pomoże […]”. Oto nasza uprzejma odpowiedź: awans powinien opierać się na wymiernych ilościowych i jakościowych kryteriach. Przecież na uczelniach już stosuje się ocenę okresową pracownika naukowego w formie tabelek podsumowujących jego dorobek, od którego zależy zatrudnienie takiego pracownika akademickiego. Zastosujmy podobną procedurę do awansu naukowego! Nie trzeba nic nowego wymyślać. Pytanie należy postawić inaczej, ponieważ problem tkwi gdzie indziej – dlaczego nikt do tej pory nie wpadł na ten prosty pomysł? Przypuszczamy, że dlatego, iż gdyby w ten sposób podsumować dorobki pracowników, to okazałoby się, że młodzi doktorzy mają większe dorobki od profesorów! I co wtedy? To rzeczywiście mogłoby zburzyć fundamenty postkomunistycznej nauki polskiej. Jeden z respondentów napisał, że „zniesienie (habilitacji) zaburzy hierarchie” i oczywiście trafił w sedno!

W świetle opisanej powyżej sytuacji zastanawianie się nad innowacyjnością i oryginalnością badań polskich naukowców nie ma większego sensu. Potwierdzają to zresztą wyniki ankiety, w której odpowiedzi na te pytania rozłożyły się mniej więcej równo (około 30% w odpowiedziach „tak”, „nie”, „nie wiem” na pytanie pierwsze i drugie). To niezdecydowanie respondentów pokazuje, że zjawisko innowacyjności i oryginalności w polskiej nauce jest zjawiskiem efemerycznym i pozornym. Zjawiska te nie stanowią jak na razie standardów w polskiej nauce. W przeciwnym przypadku respondenci wypowiadaliby się bardziej konkretnie i zdecydowanie na ten temat. Trudno się jednak temu dziwić w sytuacji, gdy najbardziej produktywni naukowo pracownicy akademiccy muszą lawirować pomiędzy nauką a układami towarzyskimi w trosce o przeżycie i wykarmienie siebie i rodziny.

Konkludując, możemy zastanowić się, w jakim kierunku podążają zmiany wprowadzane przez ministra Gowina. Nowe Rozporządzenie MNiSW z dnia 22 lutego 2019 r. w sprawie ewaluacji jakości działalności naukowej, ministerialne wykazy czasopism punktowanych wraz z przypisanymi dyscyplinami oraz wykaz wydawnictw monografii naukowych, komplikują proces nadawania stopnia doktora habilitowanego poprzez multi-dyscyplinarność i generowanie dodatkowych wygórowanych kosztów w ramach procedowania postępowań awansowych.

Na zakończenie chcielibyśmy SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM RESPONDENTOM za wejście na stronę naszej fundacji i wzięcie udziału w ankiecie! Wasze uwagi, Drodzy Państwo, są dla nas niezwykle cenne, ponieważ celem naszej działalności jest utworzenie FORUM wymiany opinii i platformy do dyskusji o polskiej nauce i systemie szkolnictwa wyższego.

 

5.png4.png9.png5.png8.png

KRS 723626
mail info@naukapolska.eu
tel. 509-237-270
nr konta 10 1020 2401 0000 0002 0524 3813